Straszliwie sam. Mój dziennik.

Straszliwie sam. Mój dziennik.
Autor
ISBN
9788378184379
Wydawnictwo
Cena
brak ofert
Dostępność
niedostępna
Ostatnia aktualizacja

Brak aktualnych ofert w księgarniach.

Opis

Kontrowersyjna autobiografia byłego trenera piłkarskiej reprezentacji Francji. W książce "Straszliwie sam. Mój dziennik" Raymond Domenech wykłada wreszcie wszystkie karty na stół. Wielki pasjonat futbolu chce, byśmy poznali jego prawdę.

Klęska na piłkarskich mistrzostwach świata w RPA w 2010 roku, strajk reprezentantów Francji, bunt w autokarze... Nie o tym marzył Raymond Domenech. Od czasu tamtej afery były trener drużyny francuskiej milczał, chociaż w swoim prywatnym dzienniku przez wiele lat skrupulatnie zapisywał fakty, szczegóły wydarzeń, myśli i uwagi. I oto teraz przerywa milczenie. Opowiada o swojej nominacji na trenera kadry, o pierwszych decyzjach, o stosowanych przez siebie metodach i taktyce. Pisze o relacjach z takimi sławami jak Zinedine Zidane, Franck Ribéry, Nicolas Anelka i Thierry Henry, a także o młodszych piłkarzach, należących do "straconego pokolenia". Zdradza kulisy swoich trudnych kontaktów z mediami i z kierownictwem Francuskiego Związku Piłki Nożnej. Domenech ma cięty język. W książce "Straszliwie sam" otwarcie krytykuje swoich podopiecznych, ale też nie ukrywa własnych błędów. Niczego nie pomija - od wspaniałych dokonań w 2006 roku, poprzez pierwsze trudności, aż do ostatecznej katastrofy.

Wywołał skandal, ale co to dla niego za nowina. Mowa o człowieku, który oświadczył się swojej narzeczonej dziennikarce na wizji, tuż po klęsce w Euro 2008, gdy Francuzi mieli ochotę go rozszarpać. O trenerze, który kadrę wybierał, wspomagając się horoskopami i kłócił się ze wszystkimi. O aktorze amatorze, który irytował swoimi prowokacjami. Gdy grał w piłkę, miał przezwisko Rzeźnik. Jako trener reprezentacji stał się jednym z najbardziej znienawidzonych Francuzów. Nawet wicemistrzostwo świata z 2006 uznano raczej za porażkę trenera niż jego sukces. A on na złość wszystkim trwał w kadrze, przez sześć lat. Aż do strajku piłkarzy i blamażu reprezentacji podczas mundialu 2010 w RPA. Wtedy nie miał wyjścia. Nastroje były takie, że gdy wylądował z powrotem we Francji, witający go na lotnisku trzyletni syn zapytał, czy tatuś pójdzie teraz do więzienia.
Paweł Wilkowicz "Rzeczpospolita"