Weronika zmienia zdanie

Weronika zmienia zdanie
Autor
ISBN
9788377850831
Wydawnictwo
Cena
brak ofert
Dostępność
niedostępna
Ostatnia aktualizacja

Brak aktualnych ofert w księgarniach.

Opis

Pełna humoru, zazdrości, przedziwnych smaków i odrobinki czarów książka przeznaczona raczej dla kobiet. Przeczytanie jej nie przyniesie jednak ujmy mężczyznom. Przeciwnie, pomoże zrozumieć to, co niezrozumiałe: kobiety.

Weronika to bohaterka, która mówi językiem polskich singielek. Marzących jak ona o wielkiej miłości i barwnym, pełnym przygód życiu. Złoszczących się na nadopiekuńczą matkę i wypijających hektolitry czerwonego wina z przyjaciółką.

Powieść Małgorzaty Maj przeczytałam w dwa deszczowe listopadowe wieczory.

To idealne czytadło na poprawę nastroju. Lekkie, smaczne i dowcipne.

Polecam!

Magda Kuydowicz, dziennikarka TVN Style

Długo czekałyśmy na polską Bridget Jones. Jeśli lubiłyście angielską singielkę z Londynu z dziennikiem pod pachą, pokochacie też Weronikę z Kołobrzegu, która waży przynajmniej tyle samo co Jones, ale jest jeszcze beznadziejniej niż ona zakochana, ma gorszego szefa-tyrana i bardziej zwariowaną przyjaciółkę wróżącą z fusów oraz wścibską matkę próbującą

sterować jej życiem za pomocą tarota... Wciągająca historia miłosna, smakowita intryga i dramat, a wszystko podszyte pokaźną dawką subtelnej erotyki.

Gabriela Rapiej, redaktor prowadząca ofeminin.pl

Weronika, dziennikarka lokalnej gazety, ma skłonności do tycia, puchatych kapci w kształcie kotów i związków ze zdrajcami bez serca i honoru. Liżąc rany po wyjątkowym draniu, podejmuje decyzję, by raz na zawsze skończyć z facetami. W tym samym dniu spotyka na ulicy niebieskookiego mężczyznę.

Jej serce i wola zostaną wystawione na ciężką próbę.

Żorż, Feliks, Ewa oraz Marta - grupa wsparcia, złożona z najbliższych członków rodziny i przyjaciół, sekunduje Weronice. Jednak stawianie tarota, odczytywanie aury, dobre rady i jedzenie gołąbków to za mało, kiedy trzeba stanąć oko w oko z chorobą.

Siedziała z podkulonymi nogami w kącie kanapy i jadła surowe ciasto w nadziei, że wraz z zaklejonymi ustami sklei złamane serce. W parę minut opróżniła miskę. Oblizała palce i sięgnęła po telefon.

- Córuś?

- To już koniec - chlipnęła.

- Pozwól, że ja to ocenię - opanowanym tonem sapera nad niewypałem odpowiedziała matka.

- No jak mówię, że koniec, to koniec. Byliśmy w Błędnej Owcy.

- Błąd, cholera, mogliście do Królika, ładnie ci w niebieskim, chociaż w Owcy jest dobre światło. (...)

- To bez sensu, on mnie nie chce i już - krótko zrelacjonowała spotkanie. Kiedy doszła do sceny pożegnania, rozbeczała się w głos.

- To, że nie wsunął ci języka do ucha na pierwszej randce, o niczym nie świadczy.

- Mamuś, to nie była randka, tylko jakieś pieprzone służbowe spotkanie!

- Jak ma na imię, co robi, jak się nazywa? - Ewa Sasińska była w swoim żywiole.

- Niczego mi nie wsuwał i nie wsunie nigdy w nic! Mamuś... - szlochała.

- Imię, nazwisko, zawód. - Inspektor Ewa na tropie.

- Jeerzyyy jest ortopedą, od kolan najbardziej, i jest cudowny. (...)

Weronika właśnie przeglądała pudełka ze świątecznymi ozdobami i odgryzła głowę cukrowemu barankowi. Smakował kurzem.

- Wychowałam rozwielitkę. A teraz dokładnie, po kolei i z podziałem na role.

(fragment powieści)