Saga o Ludziach ze Złotej Góry "Zimny Księżyc"- tom 27
Opis
Aschenberg został ranny. Leży nieprzytomny, walcząc o życie. Johanna nie odstępuje go na krok, wszystkie inne sprawy zdają się nieważne. Odrzuca wszelką pomoc, nawet Małego odsyła z kwitkiem. Wszyscy wstrzymują oddech, mija godzina za godziną, dzień przechodzi w noc. Tylko Johanna i księżyc czuwają przy łóżku rannego...
Księżyc, okrągły i żółty, wisiał na niebie. Deski podłogi znaczyły blade pasma światła, tak jakby ktoś stał za oknem i świecił lampą do środka. Świetlne palce były coraz dłuższe, w końcu dotarły do łóżka, delikatnie dotknęły sylwetki rannego. Johanna patrzyła na jego oblicze skąpane w księżycowym blasku. Wypełniała ją czułość przemieszana z trwogą. Był jej mężem, jej dzieckiem, jej ojcem. Pokazał miłość w całym jej pięknie i ohydzie. Dzięki niemu zrozumiała, że jesteśmy igraszką w rękach miłości; bawi się nami jak monetą, obraca na wszystkie strony: w jednej chwili niebo, w następnej piekło.
Księżyc, okrągły i żółty, wisiał na niebie. Deski podłogi znaczyły blade pasma światła, tak jakby ktoś stał za oknem i świecił lampą do środka. Świetlne palce były coraz dłuższe, w końcu dotarły do łóżka, delikatnie dotknęły sylwetki rannego. Johanna patrzyła na jego oblicze skąpane w księżycowym blasku. Wypełniała ją czułość przemieszana z trwogą. Był jej mężem, jej dzieckiem, jej ojcem. Pokazał miłość w całym jej pięknie i ohydzie. Dzięki niemu zrozumiała, że jesteśmy igraszką w rękach miłości; bawi się nami jak monetą, obraca na wszystkie strony: w jednej chwili niebo, w następnej piekło.