Kocy, kocy, bajki. Szarady dla Majki
Opis
Ireneusz Kocyłak to szaradzista, ba, wytrawny szaradzista [...]. Szarada, czyli wierszowana zagadka, wiele starsza od krzyżówki, miewa różne postacie. W tym tomiku znalazły się wyłącznie szarady anagramowe, chociaż Ireneusz mógłby też złożyć tomik, nie mniejszej objętości i równie interesujący, wyłącznie ze swych szarad klasycznych, tak bowiem zwykło się nazywać wierszowane łamigłówki, w których należy odgadywać różne "piąte-szóste-dziesiąte" i z odkrytych sylab składać rozwiązanie. Mógłby również wydać zbiorek swoich krzyżówek powiązanych z wierszami, jest przecież nie tylko szaradopisem, ale i krzyżówkowiczem. Czytelnik wcześniejszych zbiorów wierszy Kocyłaka zna już jego możliwości twórcze. Bogactwo języka, lekkość rymowania, celne puenty, upodobanie w przerzutniach, żartach słownych, suspensach. W kocybajkach nadal cieszy tymi umiejętnościami i wciąż zadziwia lekkością pióra.
Znajdujemy w tomiku zarówno bajki narracyjnie rozbudowane, jednakowoż nieprzegadane, jak i bliskie epigramatycznej zwięzłości - jedne i drugie sprawne warsztatowo, bo przecież każda z nich zawiera wyrazy (złożone wersalikami), z których powstanie rozwiązanie szarady. Dla nowicjuszy zamieszczono w tomiku krótki poradniczek, objaśniający sposób rozwiązywania tych łamigłówek, podano również - dla zrezygnowanych w odgadywaniu - pełne rozwiązania wszystkich szarad. Lecz nie warto zaglądać do nich w pierwszym odruchu, nie taki diabeł straszny...
Roman Nowoszewski, fragment wstępu.
Znajdujemy w tomiku zarówno bajki narracyjnie rozbudowane, jednakowoż nieprzegadane, jak i bliskie epigramatycznej zwięzłości - jedne i drugie sprawne warsztatowo, bo przecież każda z nich zawiera wyrazy (złożone wersalikami), z których powstanie rozwiązanie szarady. Dla nowicjuszy zamieszczono w tomiku krótki poradniczek, objaśniający sposób rozwiązywania tych łamigłówek, podano również - dla zrezygnowanych w odgadywaniu - pełne rozwiązania wszystkich szarad. Lecz nie warto zaglądać do nich w pierwszym odruchu, nie taki diabeł straszny...
Roman Nowoszewski, fragment wstępu.