Jak niechcący spowodowałem upadek światowego koncernu
Opis
Dla kogo jest ta książka? Przede wszystkim dla tych, którzy pracowali, pracują lub chcą pracować w międzynarodowych firmach. Ale także dla tych, którzy pracowali, pracują lub będą pracować... No, może niekoniecznie na stanowiskach prezesów, wiceprezesów czy dyrektorów personalnych.
Świat koncernu, przedstawiony w opowieści z przekonującą znajomością rzeczy, budzi co krok dziecięce zdziwienie narratora. Niezgodność praktyki z głoszoną teorią upodabnia koncern do tworu jakby żywcem wyjętego z minionej epoki (stąd tytuły rozdziałów) i jest głównym źródłem komizmu w tej "naturalnie" zabawnej opowieści. Podobnie jak w poprzedniej książce Harosława Jaszka (Jak niczego nie rozpętałem), zabarwiona "naiwną" ironią relacja sygnalizuje niewtajemniczonym, co może się kryć za pięknie zdobioną fasadą. Doświadczonym oferuje śmiechoterapię.
O Harosławie Jaszku wiemy stosunkowo niewiele. Autor "Jak niczego nie rozpętałem" nigdy podobno nie był w monarchii austro-węgierskiej, ani nawet w Czechosłowacji. Nie zna osobiście Franka Dolasa, nie... zetknął się też nigdy z Yossarianem. Historię nierozpętania niczego oparł ponoć na własnych doświadczeniach w Ludowym Wojsku Polskim, które - jakoby - znacznie przerosło jego oczekiwania, zwłaszcza awansując go ostatecznie na stopień podporucznika.
Przekonujący opis korporacyjnych realiów w "Jak niechcący spowodowałem upadek światowego koncernu" wskazuje, że po rozstaniu z armią autor niemal na pewno odbył długoterminową praktykę zawodową w międzynarodowym otoczeniu. Ta nowa, cywilna rzeczywistość musiała na nim wywrzeć równie silne wrażenie jak służba wojskowa i była powodem nie mniej licznych zdziwień, choć nieco innego rodzaju.
Użyty jako motto drugiej opowieści cytat z książki "Zaginione królestwa" Normana Daviesa ("Odkąd pamiętam, zawsze wielkie wrażenie robiła na mnie rozbieżność między pozorami a rzeczywistością") wydaje się mieć zastosowanie także w odniesieniu do pierwszej: Jaszka najwyraźniej interesuje przede wszystkim to, co się kryje za budzącymi szacunek fasadami.
Świat koncernu, przedstawiony w opowieści z przekonującą znajomością rzeczy, budzi co krok dziecięce zdziwienie narratora. Niezgodność praktyki z głoszoną teorią upodabnia koncern do tworu jakby żywcem wyjętego z minionej epoki (stąd tytuły rozdziałów) i jest głównym źródłem komizmu w tej "naturalnie" zabawnej opowieści. Podobnie jak w poprzedniej książce Harosława Jaszka (Jak niczego nie rozpętałem), zabarwiona "naiwną" ironią relacja sygnalizuje niewtajemniczonym, co może się kryć za pięknie zdobioną fasadą. Doświadczonym oferuje śmiechoterapię.
O Harosławie Jaszku wiemy stosunkowo niewiele. Autor "Jak niczego nie rozpętałem" nigdy podobno nie był w monarchii austro-węgierskiej, ani nawet w Czechosłowacji. Nie zna osobiście Franka Dolasa, nie... zetknął się też nigdy z Yossarianem. Historię nierozpętania niczego oparł ponoć na własnych doświadczeniach w Ludowym Wojsku Polskim, które - jakoby - znacznie przerosło jego oczekiwania, zwłaszcza awansując go ostatecznie na stopień podporucznika.
Przekonujący opis korporacyjnych realiów w "Jak niechcący spowodowałem upadek światowego koncernu" wskazuje, że po rozstaniu z armią autor niemal na pewno odbył długoterminową praktykę zawodową w międzynarodowym otoczeniu. Ta nowa, cywilna rzeczywistość musiała na nim wywrzeć równie silne wrażenie jak służba wojskowa i była powodem nie mniej licznych zdziwień, choć nieco innego rodzaju.
Użyty jako motto drugiej opowieści cytat z książki "Zaginione królestwa" Normana Daviesa ("Odkąd pamiętam, zawsze wielkie wrażenie robiła na mnie rozbieżność między pozorami a rzeczywistością") wydaje się mieć zastosowanie także w odniesieniu do pierwszej: Jaszka najwyraźniej interesuje przede wszystkim to, co się kryje za budzącymi szacunek fasadami.